piątek, 4 września 2026

Obserwuję was II

 

Aby lepiej zrozumieć prezentowaną sprawę, przeczytaj śledztwo  'Obiekt zagrożenia' (sierpień- wrzesień 2018). 


15:00. Lasek Bobrzański.

 Aśka i Sebastian dojechali na miejsce znalezienia zwłok.

Policjant: cześć.

Aśka: cześć Marek. To wy ją znaleźliście?

Marek: tak. Szukaliśmy porwanego dziecka jakiegoś prywaciarka.   Na całe szczęście udało się go znaleźć, już trafił do rodziców.

Sebastian: tyle dobrego. Adam jest?

Marek: tak, dokonuje już oględzin.

Aśka: Marku, jest jeszcze jedna sprawa.  Jak skończysz działania tutaj, to pojedź do  rodziców ofiary. Ania i Rafał zostali ostrzelani, my musimy  potem przyjechać na komendę, a nie rozdwoimy się. Stary chce, abyśmy byli oboje.

Marek: dobra,  da się zrobić.

Sebastian: dzięki.

                                      *********

Adam: cześć. To jest ta wasza zaginiona?

Aśka: tak, Natasza Zielińska, 25 lat. Co nam możesz powiedzieć?

Adam: dziewczyna została wielokrotnie pobita i zgwałcona.

Sebastian: a czy pobicie mogłoby być przyczyną zgonu?

Adam: ciężko mi powiedzieć na ten moment.  Są zarówno ślady wielu pobić, jak i duszenia.   Zarówno świeże, jak i starsze. Zrobię sekcję i powiem wam więcej.

Aśka: a kiedy nastąpił zgon?

Adam: obstawiałbym sobotni, lub niedzielny  wieczór.

Aśka: czyli od początku szukaliśmy przynajmniej jednego trupa…

Adam:  niestety.  Ja swoje już zrobiłem,  zaraz moja ekipa zabierze zwłoki i przystąpię do sekcji. Postaram się, abyście jutro rano mieli raport.

Aśka: dzięki.

19:00. Na komendzie trwa  odprawa zorganizowana przez Starego. Jest na niej obecny również oficer Interpolu – Arkadiusz Wielarski.

Stary: Aśka, Seba. Co możecie powiedzieć na temat zabójstwa?

Sebastian: niestety ofiara to  zaginiona Natasza Zielińska, 25 lat. Została brutalnie pobita i wielokrotnie zgwałcona.

Arek:  a  ja dostrzegam różnice w modus operandi. Wcześniejsi przestępcy  zabijali osoby powiązane  ze sprawą, jednak były to  osoby, które coś wiedziały, czyli Mariusz Brzozowski, który prowadził własne śledztwo,  Igor Stworzyk, jego informator i Ferdinando Maggaro, który próbował rozpracować grupę od środka. Oni teraz poczuli się pewnej. Są zdecydowanie bardziej zuchwali,   zabili jedną z ofiar, gdzie wcześniej to się nie zdarzało, posunęli się do próby zabójstwa Ani i Rafała.

W tej samej chwili zadzwonił jego telefon.

Arek: kontynuujcie. Pójdę tylko na korytarz.

Oficer wyszedł na korytarz, celem odebrania połączenia. Komisarze kontynuowali odprawę.

Ania:  Rafałowi udało się zrobić zdjęcie blach tego białego dostawczaka. Jest on zarejestrowany  na  Katarzynę  Rzeszot,  nie mamy kobiety w bazie.

Stary:  ale macie chyba jej adres rodzinny?

Ania: tak. Wysłaliśmy tam już mundurowych, ale meldowali, że nikogo nie ma.

Stary: powiem im po odprawie, aby obserowali to mieszkanie całodobowo.

 W tej samej chwili do biura wszedł Arek.

Arek:  mam trochę informacji.  Zacznę od tego, że wiem już dlaczego żadne bazy nie  chciały nam wypluć Sarelli. To zmienione nazwisko.

Stary: można się było tego spodziewać.

Arek: Rosalia Sarelli to druga tożsamość.  Ona jest Polką. To Jadwiga Mianowska, 53 lata.

 Stary:  chcesz mi kurwa powiedzieć, że kobieta siedziała kilka lat w więzieniu, a nikt nie zadał sobie trudu, aby zweryfikować jej prawdziwą tożsamość?! Jak my teraz wyglądamy?  Pracował nad tym  cały nasz wydział i nawet Interpol do jasnej cholery!

Arek:  w systemach mieliśmy jedynie Rosalię Sarelli,  żadnych adnotacji o tym, że jest Polką. Ogólnie jest ślad, że istnieje ktoś taki jak Rosalia Sarelli, ale praktycznie nic więcej.

Stary:  to ktoś tam nieźle dostał w łapę.

Aśka: czyli Jadwiga Mianowska naprawdę zadbała o to, aby figurować w systemach jako Rosalia Sarelli i stąd nie mogliśmy do niej dotrzeć.

Arek: Aśka, ona nawet zrobiła sobie operację plastyczną. Na starych zdjęciach, gdy była jeszcze jako Mianowska, to jest praktycznie nie do rozpoznania. Nauczyła się nawet włoskiego, żeby wszyscy myśleli, że faktycznie jest Włoszką.

Aśka:  tylko najgorsze jest to, że czas działa na naszą niekorzyść. Niewiele mamy,  do tego porywacze zabili jedną osobę,  a bez dzieciaka tej Sarelli Mianowskiej nie zdziałamy nic. Jego też nie możemy znaleźć…

Arek: a wasi uchole?

Sebastian:  Major ma zadzwonić jutro rano, Zyga się nie określił. Ale znam go na tyle, że skoro jeszcze nie zadzwonił, to nic nie ma.

Stary:   już nic nowego nie ustalimy tego wieczoru. Kończymy na dzisiaj, ale jutro działamy z samego rana.  I jeszcze jedno. Od dzisiejszej nocy będą stały patrole pod waszymi domami. Do odwołania.

Sebastian: ale to jest konieczne?

Stary: Sebastian,  do cholery jasnej! Potrzebuję was wszystkich, ja nie mogę pozwolić sobie na straty w ludziach. Mamy bezwzględną grupę przestępczą, strzelali już do Anki i Rafała.  To jeszcze nie jest wszystko. Wszyscy dostaniecie sygnały alarmowe,  jak jedno z was naciśnie guzik, to od razu będę wiedział, że  któreś z was jest w niebezpieczeństwie. Reszta ekipy też będzie od razu wiedziała o zagrożeniu. Nie zamierzam  bardziej ryzykować.

                               Czwartek, 8:00

Ania i Rafał dostali meldunek od patrolu, że  Eleonora Mostowska pojawiła się w swoim domu przy ulicy Bukowej 4. Postanowili nie tracić czasu i od razu złożyli kobiecie wizytę.

Policjant: wróciła do domu jakieś 40 minut temu.

Ania:   zostańcie tutaj i wołajcie nas przez radio, jak cokolwiek będzie się działo.

Policjant: ma się rozumieć.

Komisarze ruszyli w kierunku  domu kobiety.  Eleonora Mostowska otworzyła im praktycznie od razu.

Rafał: dzień dobry.  Jesteśmy z policji.  Anna Palka i Rafał Kopacz. Możemy wejść?

Kobieta nic nie powiedziała, tylko wpuściła ich do środka. Zaprowadziła ich do dosyć dużego salonu, w którym znajdowały się  duży stół z kilkoma krzesłami,  kanapa, dwa fotele i między nimi mniejszy stolik.  W tle roznosił się dźwięk telewizora, w którym  emitowany był odcinek jakiegoś zagranicznego serialu.

Eleonora: dowiem się o co chodzi?

Ania: oczywiście.  Interesuje nas  Rosalia Sarelli. Pani może kojarzyć ją też jako Jadwigę Mianowską.

Eleonora: tak, Jadzia to córka mojej siostry.

Ania: chcielibyśmy z nią też porozmawiać.

Eleonora: obawiam się, że to niemożliwe. Krystyna umarła dziesięć lat temu.  Późno wykryty rak  wątroby.

Rafał: poprosimy nazwisko siostry. Musimy to sprawdzić.

Eleonora: Krystyna Pulsar.

Ania: chcielibyśmy też poruszyć drugą kwestię. Musimy dotrzeć do dziecka Jadwigi.

Eleonora: to może być trudne.

Ania: no domyślamy się.

Eleonora: to był poród domowy. Krystyna była  lekarką, osobiście go odebrała.

Ania: kiedy był ten poród?

Eleonora:  jakoś na wiosnę,  ale nie pamiętam dokładnie. Może to był kwiecień, a może nawet i wrzesień…   nie pamiętam.

Rafał: co się stało później z dzieckiem?

Eleonora:  na kilka miesięcy przed porodem, Krystyna znalazła jakąś parę, która nie mogła mieć dzieci. Jadzia nie chciała tego dziecka.

Rafał: a ma pani dane   tej pary? Albo chociaż wie, jak oni wyglądali?

Eleonora:  nie rozpoznam ich, a nawet jak coś było w papierach, to  wszystko spłonęło w pożarze domu przed dwudziestoma laty.   Jadzia miała  piętnaście lat, jak urodziła córeczkę.

 Rafał:  czyli teraz miałaby 38 lat. Zachowała pani jakieś zdjęcie tego dziecka?

Eleonora: nie. Nie zrobiłam żadnego.  Tamci zarejestrowali to dziecko w urzędzie jako swoje.

Ania: dobrze, to na razie wszystko, ale niech pani na razie nigdzie nie wyjeżdża. Możemy mieć jeszcze pytania.

Eleonora: nie planuję wyjazdów.

                      W tym samym czasie.

Aśka i Sebastian otrzymali telefon od Zygi, jednego z informatorów. Postanowili się z nim spotkać.

Zyga: jesteście.

Aśka: jesteśmy. Co masz dla nas?

Zyga: popytałem odnośnie białego dostawczaka. Wasi nie do końca rozbili grupę handlującą ludźmi.

Aśka: no tak, tyle to i my wiemy. Teraz chcemy posprzątać ten bajzel.

Zyga: no tak. Lepiej późno niż wcale.  Daliście mi też te dwa zdjęcia.   Nie kojarzę nikogo, ale wiem,   że raczej na pewno  jest ich dwóch – kobieta i mężczyzna.  Trzeci, lub trzecia stoi nad nimi.

Aśka:  a mimo to jesteś w stanie nam coś dać?

Zyga: to jest prosty wzór.  Baba i chłop razem łatwiej wzbudzą zaufanie i szybciej uda im się znaleźć nową ofiarę.  Na ten moment nic wam więcej nie dam.

Sebastian: tak naprawdę, to nic nam nie dałeś.

Zyga: żyćko.   Powęszę trochę i może jeszcze cos ustalę. Nic  nie obiecuję.

12:15. Komisariat przy Kasztanowej.

Komisarze podsumowują dotychczasowe ustalenia. Na odprawie obecny jest również szef wydziału Andrzej Beksa i oficer Interpolu Arkadiusz Wielarski.

Stary: co macie nowego?

Ania: nic, co może nas realnie ruszyć do przodu. Wiemy tak naprawdę tylko, że  Mianowska urodziła córkę w wieku 15 lat, więc miałaby ona 38 lat.

Rafał:  poród  odebrała Krystyna Pulsar, matka Mianowskiej.  Była lekarką, ale nie mamy jak z nią porozmawiać.  Nie żyje od 10 lat i zmarła na raka wątroby. Jeszcze w trakcie ciąży   znalazła rodziców dla swojej wnuczki.

Stary: macie ich dane?

Ania:  nie. Krystyna Pulsar odwaliła kawał ,,dobrej’’ roboty i zrobiła wszystko tak, aby nie było żadnego śladu po tej nielegalnej adopcji.  Poród domowy, który odebrała osobiście,  znalazła też parę, która nie mogła mieć dziecka i dziwnym trafem nie mamy także ich danych. Tamci wzięli sobie dziecko i zarejestrowali je jako swoje.

Arek: no tak, w tamtych czasach to  można było  bardzo swobodnie kłamać w papierach, szczególnie przy urodzeniach dzieci. Nawet mój ojciec ma  inną datę  w dokumentach niż w rzeczywistości się urodził.

Rafał: szefie, będziemy jeszcze próbowali, ale  jest dosyć spore prawdopodobieństwo, że nie uda nam się dotrzeć do dziecka Sarelli – Mianowskiej. Nie ma praktycznie czego się chwycić.

Arek: my też nic nie znaleźliśmy.

Stary: niedobrze.  A informatorzy  coś ustalili?

Aśka: spotkaliśmy się z Zygą, ale  nic nam nie wniósł, a Major napisał do  Sebastiana przed 6:00, że nic nie ustalił.  Mamy tak naprawdę to, że najprawdopodobniej  są dwie osoby, czyli kobieta i mężczyzna, którzy odwalają robotę, a trzeci człowiek jest nad nimi.

Stary:  czyli faktycznie nie mamy czego się chwycić…

 W tej samej chwili do biura wszedł Tomek, a za nim był Mariusz Doliński – technik kryminalistyki.

Tomek: cześć. Możemy?

Stary: wchodźcie.

Mariusz: 40  minut temu ktoś to do nas podrzucił.  Waldek  sprawdził monitoring, ale  Tomkowi i Kasi nie udało się nikogo złapać.

Stary: co to jest?

Tomek: list z pogróżkami. Mariusz stwierdził, że nie ma tam odcisków palców.

 Podał Aśce kopertę, którą kobieta otworzyła.

Stary: co tam jest?

Aśka:  zdjęcie naszej czwórki jak wychodziliśmy wczoraj  po odprawie,  przekreślona czerwonym markerem głowa Sebastiana.  A na odwrocie mamy czerwony napis. Raz, Dwa, Trzy – Umierasz Ty.

 Stary: to już jest jawna groźba. Tomku, zawołaj do mnie Waldka i niech przyniesie też  nagranie z monitoringu.

                       Pięć minut później.

Wszyscy oglądają nagranie z kamer monitoringu komendy.

Tomek:  przed chwilą dostałem meldunek od jednego z patroli. Wiozą do nas Katarzynę Rzeszot.

Stary: dobra, najpierw zajmiemy się monitoringiem.  Aśka i Anka, przesłuchacie ją.

Ania:  tak jest.

Stary: Walduś, masz już wszystko?

Waldek:  zaraz odpalamy.

Waldemar Dziadek obsługuje od paru lat monitoring w Wydziale W27. Zastąpił on  Dariusza Szamankę, który okazał się być kretem. Szybko zdobył sympatię i szacunek reszty policjantów. Mężczyzna włączył  nagranie z chwili podrzucenia na komendę koperty. Było to  dokładnie o 11:31.

Aśka: czyli jakiś dzieciak to podrzucił. Dacie radę wykadrować jego twarz?

Waldek:  młody dokładnie wie, gdzie jest kamera.  Nie ma żadnego ujęcia z którego można zobaczyć jego twarz. Tylko sylwetka.

Aśka:  Waldek, usiądź jeszcze potem do tego nagrania z Tomkiem.

Waldek:  zrobi się.

                                20 minut później.

Joanna Czechowska i Anna Palka przesłuchują Katarzynę Rzeszot, na którą jest zarejestrowany biały samochód dostawczy, z którego obserwowano rodziny Zielińskich i Kwiatkowskich.

Ania: gdzie pani była?

Katarzyna:  byłam pół roku  u rodziny w Kołobrzegu. Pracuję zdalnie, taki wyjazd był możliwy.

Ania:   biały dostawczak o numerach KK00045 należy do pani?

Katarzyna: tak.  Co z nim?

 Aśka: możemy powiedzieć tyle, że posłużono się nim do przestępstwa. Czy ktoś z pani rodziny miał dostęp do samochodu?

Katarzyna: nie. Klucze zostawiłam w  sejfie w swoim domu.

Aśka: a jak pani dostała się do  Kołobrzegu?

Katarzyna: przyjechał po mnie syn mojej kuzynki. Ostatnie pół roku spędziłam u nich.

Aśka: poprosimy o dane tej kuzynki.

Katarzyna: Aleksandra Skalska. Mieszkają na Różanej 12.

Aśka: sprawdzimy to.  I przez ten czas nie opuszczała pani Kołobrzegu?

Katarzyna: nie.

Aśka: dobrze.  Sprawdzimy pani zeznania, ale na razie musi pani zostać tutaj.

                           W tym samym czasie.

Rafał i Sebastian rozmawiają z Adamem, który przyniósł im raport z sekcji zwłok Nataszy Zielińskiej.

Sebastian: i co możesz powiedzieć?

Adam: zgon nastąpił  w sobotni wieczór. Miała poważne obrażenia  wewnętrzne, była wielokrotnie bita i gwałcona, ale bezpośrednią przyczyną zgonu było uduszenie. Sprawców było dwóch, jeden ją trzymał, drugi najprawdopodobniej dusił.

Sebastian:  a masz coś, co mogłoby nas przybliżyć do sprawców?

Adam:  nic. Żadnych śladów nasienia,  zero naskórka, zero czegokolwiek.

Sebastian:  dzięki Adam.

Adam: Sebastian, jeszcze jedno.  Może to za wiele już nie zmienia,  ale Natasza Zielińska miała tak rozległe obrażenia, że  kolejnego pobicia mogłaby już nie przeżyć. Szukacie naprawdę niebezpiecznych oszołomów, którzy nie boją się zabijać.

Sebastian: i tego się właśnie obawiam. W ich rękach są jeszcze jej siostra Natalia i Marek Kwiatkowski.  Nie mamy żadnego punktu zaczepienia, żadnego tropu,  miejsca, w którym moglibyśmy przeprowadzić poszukiwania.

Adam:  ja już będę się zbierał.  Jesteśmy w kontakcie.

                          Cztery  godziny później.

Aśka:  Seba, Anka, Rafał, chodźcie.

 Cała trójka była już po chwili w biurze. Obecny jest tam również Andrzej Beksa, szef wydziału.

 Ania: co jest?

 Stary: ktoś chyba chce być szeryfem. Posłuchajcie tego.

  Komisarze oglądali  filmik  nagrany przez  jakiegoś youtubera. Mężczyzna  miał założoną   białą maskę z popularnego horroru.

Głos:  Mówi  Arkadiusz Gramś.  Od pewnego czasu policja  próbuje tropić  grupę przestępczą trudniącą się handlem kobietami.  Powiedzieć, że idzie im to nieudolnie, to jak nic nie powiedzieć. Zginęła już jedna dziewczyna { mężczyna wyciągnął zdjęcie Nataszy Zielińskiej}, a jej siostra i jeszcze jeden chłopak czekają od długiego czasu na ratunek. Przestępcy obserwowali  dom rodzinny ofiar jeszcze długo po porwaniu, a policja  nie ustaliła do tej pory nic, nawet nie złapali nikogo. Policja ma już bardzo mało czasu.  Potem własnoręcznie wymierzę sprawiedliwość.

Sebastian: skąd on ma te wszystkie informacje?!

Aśka: gość wie zdecydowanie za dużo.  Wie, że zarówno dom Kwiatkowskich, jak i Zielińskich był pod obserwacją, wie o śmierci Nataszy.   To wszystko jest bardzo dziwne.

Ania:  czyli co? Prowadzi własne śledztwo?

Sebastian: z niezwykle dobrym skutkiem. Nie wykluczam, że ma gdzieś wtyczkę.

Stary: kto był  w tym lasku Bobrzańskim?

 Aśka: ja, Sebastian, Mariusz Doliński, Marek Jagacki,  ekipa Mariusza, ekipa Adama,   kilku mundurowych.

Aśka: szefie, ale my nie doprowadziliśmy do tego wycieku.

Stary:  wiem. Aśka, Seba, zauważyliście kogoś kto tam się kręcił w pobliżu?  Był ktoś, kto próbował wchodzić za taśmę, rejestrować wszystko kamerą?

Sebastian: a gdzie tam.  Nic takiego nie było, nikt nawet nie znikał. Wszyscy działali na miejscu znalezienia zwłok Nataszy Zielińskiej i każdy wykonywał swoje zadania.

 W tej samej chwili zadzwonił telefon policjanta. Mężczyzna odebrał połączenie.

Sebastian: no co tam, Zyga?   Jednak coś masz?  Kiedy chcesz się spotkać?  Dobra, będziemy za godzinę.

Stary: co jest?

Sebastian: Zyga chce się spotkać. Mówi, że coś ustalił. Mamy jechać na jego działkę.

Stary: jedźcie.  Raportujcie na bieżąco.  Anka i Rafał, zostajecie tutaj.

Ania: ale…

Stary: chcę was teraz na komendzie. Pomożecie  Kasi i Tomkowi ustalić, gdzie to nagranie mogło zostać zrobione.

  18:00. Komisariat przy Kasztanowej.

Ania: Tomek, udało wam się coś  ustalić?

Tomek:  podejrzewamy, że mogło to być gdzieś  w pobliżu  ruchliwej drogi. W tle są też dzwony, więc   możliwe też, że nieopodal jakiegoś kościoła.

Stary: czyli nie mamy precyzyjnej lokalizacji?

Kasia: niestety nie. Gość się nieźle przygotował.

Rafał:  no tak. Mamy tylko nagraną jego twarz w masce, żadnej postury,  nic. Wrzuciliście go na bęben?

Kasia:  Arkadiusz Gramś nie figuruje w naszych bazach.  Mogę  prześwietlić go jeszcze głębiej, ale to zajmie mi trochę czasu.

Ania: to zrób to możliwie jak najszybciej.

 W tej samej chwili wszyscy usłyszeli jakiś dźwięk.

Tomek: co to  jest?

Ania: o cholera,  Aśka uruchomiła alarm.

 Stary: jadę z wami.

19:10.  Miejsce, w którym Aśka i Sebastian mieli się spotkać  z informatorem Zygmuntem  ,,Zygą’’ Chmurkowskim.

Ania: jest ich samochód.

Rafał: ale póki co ich nie ma. Wchodzimy.

Stary: zobaczcie, tu był ktoś jeszcze.

Wskazał na  ślad opon nieopodal.

Rafał: i to inne niż nasze auta.   Idziemy dalej.

 Policjant otworzył  drzwi domku, który był na działce. Zobaczył tam Aśkę przykutą do rury.

Stary: co się stało?

Aśka:  Zyga  nie żyje. Sebastian leży ranny w drugim pokoju.

Rafał i Stary skierowali się do wspomnianego pomieszczenia.  Ujrzeli tam jedynie ciało informatora, który siedział na krześle i leżącego Sebastiana z nożem wbitym w brzuch.  Andrzej zadzwonił po pogotowie, Rafał poszedł do  Anki i Aśki.

Ania: jak to było?

Aśka:  Gdy weszłam do chatki, to zobaczyłam od razu martwego Zygę.  Siedział na krześle praktycznie cały podźgany. Nim zdążyłam zawołać Sebastiana, to złapała mnie jakaś kobieta i przyłożyła mi nóż do gardła.  Zaraz potem mnie odepchnęła, a Sebastian do  niej podbiegł.  Wyciągnął kajdanki, żeby ją skuć, ale przybiegł zaraz drugi facet i dźgnął  go nożem w brzuch. Krzyknęłam wcześniej do Sebastiana, ale nie zdążył nic zrobić.  Potem zostawili mój telefon w drugim pokoju, przenieśli tutaj, skuli kajdankami i tak siedziałam.  Mogłam jedynie włączyć sygnał alarmowy…

W tej samej chwili do pomieszczenia wszedł  Andrzej Beksa.

Ania: szefie, co  z tym pogotowiem?

Stary: jest w drodze. Przy jednej ze ścian pokoju była kartka.

Ania: co tam napisali?

Stary: Mówiłem, że  druga próba będzie skuteczna.

Aśka:  jest jeszcze coś.  Kobiety nie rozpoznam, ale  wiem, kim był ten facet.

Stary: kto to?

Aśka: to ten pierdolony youtuber. Arkadiusz Gramś.

                                                                                    Ciąg dalszy nastąpi…

poniedziałek, 16 lutego 2026

Obserwuję was

Aby lepiej zrozumieć  prezentowaną sprawę, przeczytaj śledztwo 'Obiekt zagrożenia' (sierpień-wrzesień 2018).


                                                     Wtorek, 21:00


Biuro Ani i Rafała.  Komisarze rozmawiają z Sebastianem, który niedawno wrócił z urlopu.

Ania: a Seba,  jak tam urlop?

Sebastian: super. Bardzo odpocząłem,  ale zostałem jeszcze tydzień  w domu z żoną i dzieciakami. Rozłożył nas ten wyjazd.

Rafał:  różnica temperatur?

Sebastian: rozwaliła nas klima w hotelu. Nieziemsko zagrzybione dziadostwo.  Ja już wyzdrowiałem,  ale dzieciaki  jeszcze się leczą.

Rafał: dlatego praktycznie nie używam klimy.

Ania: a ja się muszę gotować w twoim aucie.

Rafał: od tego jeszcze nikt nie umarł.

Wszyscy troje parsknęli śmiechem.

W tej samej chwili zadzwonił telefon Rafała. Policjant wyciągnął go.

Rafał: Arek Wielarski? No to szykuje nam się robota z Interpolem.

Odebrał połączenie.

Rafał: no cześć. Co tam?

Arek: jesteście na komendzie?

Rafał: tak.

Arek: to za godzinę u was będę.  Jest robota, potrzebuję też Aśki i Sebastiana.  Wszystko wyjaśnię, jak przyjadę.

Połączenie się urwało.

Rafał: rozłączył się.

Ania: co mówił?

 Rafał:  wiem tyle, że jest sprawa i mamy ją poprowadzić. Sebastian, ty i Aśka działacie z nami.

Sebastian: jakieś szczegóły?

Rafał: za godzinę będzie na komendzie, to się dowiemy. Nic nie chciał mówić przez telefon.

Sebastian: dobra, dzwonię po Aśkę.

                                      Godzinę później.

Arkadiusz Wielarski stawił się w komendzie. Oprócz komisarzy i oficera Interpolu, w biurze jest obecny również Stary.

Stary: Arek, co to za sprawa?

Arek:  pamiętacie sprawę handlarzy kobietami sprzed paru lat?  Tam zamieszany był m.in. Ariel Skowronowski.

Rafał: pamiętam.

Ania: a cała sprawa zaczęła się od tego, że zamordowali mojego znajomego dziennikarza, który ich rozpracowywał.

Arek: żeby bardziej wprowadzić Aśkę i Sebastiana w temat, będę  zapisywał nazwiska i przyczepiał zdjęcia  na tablicy.

 Podszedł do wspomnianej tablicy.

Arek: sprawa zaczęła się kilka lat temu. Znajomy dziennikarz – Mariusz Brzozowski -  poprosił Anię o spotkanie, potem został zamordowany  w jego trakcie. Bandyci porwali też jego córkę Martynkę.

Wypowiadając te słowa przyczepił zdjęcia wspomnianych osób.

Arek:   w sprawę zamieszani byli  Ariel Skowronowski, niegdyś szanowany biznesmen, radny jakiejś tam dzielnicy. Kolejna osoba, Ayaz Palani, obywatel turecki,  Xaver Kinzig z Niemiec. Zamieszana była też Rosalia Sarelli.  W trakcie dochodzenia  zginęli   wspomniany wcześniej Mariusz Brzozowski, Igor Stworzyk, który był jego infomatorem, a także Ferdinando Maggaro, człowiek  z mojego wydziału. Udało nam się ustalić, że  córka Brzozowskiego została porwana przez Ariela Skowronowskiego, a za  zabójstwami Brzozowskiego i Stworzyka stał Xaver Kinzig,  zabójcą Ferdinanda był Georg Schmeiter, który później został zastrzelony przez Rafała.

  Przyczepił do tablicy fotografie wszystkich wymienionych osób.

Sebastian: no dobrze, ale  czemu do tego wracamy? Co się stało? Bo na pewno nie angażujesz nas wszystkich bez powodu.

Arek: okazuje się, że grupa nie została do końca rozbita. Do teraz są  na wolności trzy osoby.

Sebastian: mamy ich dane?

Arek: mamy je dostać. Jest tylko jeszcze jedna kwestia…

Aśka: jaka?

Arek: dosyć podsumowań, idę do konkretów. Rosalia Sarelli  jest umierająca, został jej może miesiąc życia. Rak  płuc z przerzutami. To ona powiedziała, że wskaże  te trzy osoby.

Sebastian: ale ich nie wskazała.

Arek: nie wskazała. Jej warunkiem jest to, że mamy doprowadzić do jej spotkania z córką, z którą nie ma kontaktu od wielu lat. Tylko nie dała nam żadnych namiarów. 

Aśka:  czyli mamy  odnaleźć jedną osobę, bez której nie znajdziemy trzech kolejnych…

Arek: na to wychodzi. Najważniejsze zostawiłem wam na koniec. Ten cały tercet wciąż działa.  Mamy już trzy zagadkowe porwania.

Stary:  co wiemy o zaginionych?

Arek:  porwane zostały siostry Zielińskie –  Natalia i Natasza,  21 i 25 lat.  Trzecia porwana osoba to  trzydziestoletni Marek Kwiatkowski.

Stary: sprawa jest bardzo poważna. Będę osobiście nadzorował to śledztwo i macie informować mnie na bieżąco. Podzielę was na dwa zespoły i pojedziecie raz jeszcze do rodzin zaginionych.   Ania i Aśka, wy pojedziecie do rodziców sióstr Zielińskich, Sebastian i Rafał, wy do Kwiatkowskiego. Musimy mieć też jakiś plan B na wypadek, gdyby Sarelli  zrezygnowała ze współpracy.

Arek:  a ja jeszcze raz przejrzę wszystkie bazy i może uda mi się dotrzeć do dzieciaka tej Sarelli. Ona wyskoczyła rano z tym żądaniem. Andrzeju, twoi ludzie niech też działają w tej kwestii. 

Stary: jasna sprawa.  Zlecę to Kaśce i Tomkowi.

Arek: a do tego  myślę, że dobrym ruchem może być też wydzwonienie waszych informatorów.

Aśka: Arek, a kiedy doszło do tych zaginięć?

Arek: siostry Zielińskie zaginęły 8 sierpnia, Kwiatkowski 18 sierpnia.

Rafał: czyli mamy lekko ponad tydzień odstępu, a od ostatniego zaginięcie minęły już dwa tygodnie.   Dobra, wiemy, co mamy robić.

                        Środa, 8:30

Dom rodziców  Natalii i Nataszy Zielińskich.

  Aśka:  dzień dobry, pani Honorata Zielińska?

Honorata: tak.  A o co chodzi?

Aśka: możemy wejść do środka? Prowadzimy śledztwo w sprawie zaginięcia pani córek.

Kobieta wpuściła Anię i Aśkę do środka i ugościła je w salonie.

Honorata: ale policja już była u mnie  trzy tygodnie temu.

Aśka: nasz wydział przejął sprawę zaginięcia Natalii i Nataszy. Chcemy, żeby  odpowiedziała nam pani jeszcze na kilka pytań.

Honorata: słucham zatem.

Aśka: na początek totalna rutynka.  Co pani robiła  8 sierpnia?

Honorata:  cały ranek spędziłam w przychodni Marmed,  potem  byłam na zakupach, a od 13:00 byłam już tylko w domu do wieczora.

Ania:  Natalia i Natasza zaginęły  8 sierpnia tego roku. Czy w dniach poprzedzających je zaginięcie cokolwiek wzbudziło pani niepokój?

Honorata:  w swoich pierwszych zeznaniach, to mówiłam, że nie, ale  było coś takiego…

 Aśka: o czym pani zapomniała powiedzieć?

Honorata: przez cały lipiec  stał zaparkowany przez dwie godziny dziennie biały dostawczak.   Nie były to stałe pory, nieraz stał  rano, po południu, czasami wieczorem.

Ania: a widziała pani, kto  był w środku?

Honorata: z daleka widziałam tylko mężczyznę i kobietę.

Ania: dałaby radę je pani opisać?

Honorata: nie, wtedy było ciemno.

Aśka: a czy ten samochód pojawił się jeszcze po tym dziewiątym sierpnia?

Honorata: był jeszcze dwa razy, ostatni raz wczoraj wieczorem. To właśnie wtedy ich zobaczyłam.

Aśka: podejrzewamy, że jest pani pod obserwacją. Przyślemy kogoś od nas, żeby pani miała ochronę.

Honorata: a jeśli to są porywacze moich córek?

Ania: spokojnie, rozegramy to wszystko tak, żeby się nie zorientowali. Może uda nam się  złapać ich przy kolejnej okazji.

                        W tym samym czasie.

Rafał i Sebastian pojechali do rodziców  Marka Kwiatkowskiego.

Rafał: dzień dobry.  Państwo  Dorota i Bronisław Kwiatkowscy?

Dorota: tak. 

Rafał: Rafał Kopacz i Sebastian Wątroba. Jesteśmy z policji kryminalnej. Nasz wydział przejął  sprawę zaginięcia waszego syna. Możemy porozmawiać?

Bronisław: proszę.

Sebastian: państwa syn zaginął  17 sierpnia tego roku.  Jak wyglądał  tamten dzień u państwa?

Dorota: to był  poniedziałek.  Bronek wrócił  po 8:00 z nocnej zmiany i spał gdzieś do   południa, a ja   byłam  rankiem na zakupach, a  poszłam pracować na drugą zmianę.

 Rafał: kiedy zorientowaliście się, że wasz syn  zaginął?

 Bronisław: zaczęliśmy martwić się, że  nie wraca do domu, a było już po 20.

Sebastian: a  zdarzały mu się podobne zniknięcia?

Bronisław: zdarzało mu się jedynie  nie wracać na noc w weekendzie, ale zawsze nas o tym informował.

Sebastian: a czy w czasie poprzedzającym zaginięcie Marka, było coś, co was zaniepokoiło?

Dorota:  przez cały lipiec stał pod naszym domem biały dostawczak.  Codziennie przez dwie godziny o różnych porach. Raz było to rankiem, popołudniem, czy wieczorem.

Sebastian:  mają państwo numer rejestracyjny tego dostawczaka?

Bronisław: nie pomyśleliśmy.  Raz zobaczyłem z daleka, że siedzą w nim dwie osoby. Mężczyzna i kobieta.

Rafał:  a spróbowałby pan   z naszym rysownikiem stworzyć ich portret pamięciowy?

Bronisław:   mogę spróbować, ale  nic nie obiecuję.

Rafał: pojedzie pan z nami. Będzie miał pan dużo czasu na sporządzenie portretu.

Sebastian: ja mam jeszcze jedno pytanie, ostatnie na teraz. Kiedy  widzieli państwo ostatni raz ten samochód?

Dorota:  wczorajszego ranka.

13:10. Komisariat przy Kasztanowej.

 Aśka: i co macie?

Sebastian: pod domem Kwiatkowskich regularnie pojawiał się biały dostawczak. Stał tam dwie godziny dziennie, w różnych porach. Bronisław Kwiatkowski powiedział, że  widział mężczyznę i kobietę.  Robi się właśnie ich portret pamięciowy.

 Ania: czyli ten biały dostawczak jest na razie jedynym  mianownikiem, który łączy  nasze zaginięcia.   Zarówno Kwiatkowscy, jak i Zielińscy zeznali, że  pojawiał się on w różnych porach, a to oznacza, że…

Aśka: jeśli w danym momencie nie kręcił się u jednych, to był u drugich.

Ania: wszystko na to wskazuje.

 W tej samej chwili do ich biura wszedł Tomek.

Ania: i jak tam Tomek, macie coś?

Tomek:  ślęczymy od rana.  Ta Sarelli to praktycznie jak jakieś widmo,  jedyny ślad o niej pojawia się w momencie, gdy została zatrzymana za handel ludźmi.

Ania: ale chyba coś macie?

Tomek: tak. Poprosiłem  dyrektora więzienia o  listę osób odwiedzających Sarelli i wyświetliła się raz niejaka  Eleonora  Mostowska, 70 lat.  Była kiedyś notowana za jakieś oszustwa.

Aśka: a dlaczego to akurat ona przykuła twoją uwagę?

 Tomek:  jest tam jeszcze tylko jedno nazwisko. Sprawdziłem, ta druga osoba  odwiedziła Sarelli tylko raz, po czym  zmarła nagle na zawał serca.

Aśka: a jak się nazywa ten człowiek?

Tomek:  również kobieta.   Niejaka Urszula Szczypta,   w chwili zgonu miała 63 lata.

 Sebastian: a mamy adres tej Mostowskiej?

Tomek: Bukowa 4.

Ania:  to ja i Rafał bierzemy ją na siebie. Myślę, że nie ma sensu, żebyśmy wszyscy jechali.

Aśka: no dobra, to  dajcie nam znać, co i jak.

Ania: jasna sprawa. Tomek, jaki to był adres? Bukowa, ile?

Tomek: 4. Bukowa 4.

 W tej samej chwili do pomieszczenia weszła Kasia.

Kasia: cześć. Otrzymałam meldunek, że   w lasku Bobrzańskim znaleziono ciało młodej dziewczyny. Z rysopisu pasuje do jednej z sióstr Zielińskich.

 Ania:  Aśka, Seba, wy tam pojedźcie. My zajmiemy się Mostowską.

Aśka: ok. To mamy wycieczkę na drugi koniec miasta.

                     45 minut później.

Dom, w którym mieszka Eleonora Mostowska.

Ania i Rafał dzwonili już jakiś czas do drzwi, jednak wciąż nikt im nie otwierał.  Policjant zdecydował się nawet obejść dom dookoła, aby sprawdzić, czy nic się nie stało, ale nie udało mu się w żaden sposób  zajrzeć do środka. Wszystkie okna  nie dość, że były pozasłaniane za pomocą rolet, to jeszcze zamknięte.  Zrezygnowany wrócił do Anki, która cały czas dobijała się do drzwi.

Ania: i co?

Rafał:  wszystkie drzwi i okna pozamykane. Nie ma nawet jak tam wejść.

Ania: no dobra, to zbieramy się. Podeślemy tu obserwację.

W tej samej chwili jechał ulicą biały  samochód dostawczy  z którego ktoś oddał serię strzałów w ich kierunku.  Komisarze początkowo zasłonili się   za ścianą, jednak po chwili Rafał  wybiegł na ulicę w poszukiwaniu  pojazdu. Strzelił kilka razy w jego kierunku, jednak każdy strzał był niecelny.  Mężczyzna postanowił nie tracić czasu.  Wyciągnął krótkofalówkę i zarządził pościg za samochodem. Nawet nie zauważył, kiedy Ania do niego podeszła.

Ania: jesteś cały?

Rafał: tak. Nic ci się nie stało?

Ania: jestem cała.

W tej samej chwili  zauważyła   żółtą kopertę na chodniku. Postanowiła ją otworzyć. Ujrzała tam zdjęcia policjantów oraz list z groźbą.

Rafał: co to jest?

Ania:  ten, kto do nas strzelał zostawił kopertę. Rafał, w środku są nasze zdjęcia i Aśki i Sebastiana. Wszystko zrobione  z ukrycia. Jest też list.

Rafał: czytaj.

Ania: To było pierwsze ostrzeżenie, wcale nie chciałem was zabić. Chcę tylko powiedzieć, że druga próba będzie skuteczna. Obserwuję was.

                                                                                     Ciąg dalszy nastąpi…

sobota, 31 maja 2025

Gwałciciel II

                                                   Niedziela, 8:20

 

Okolice  mieszkania Justyny.  Asystentka  wsiadła właśnie do  samochodu, w którym czekała na nią Joanna Czechowska.

Justyna: cześć. Długo czekasz?

Aśka:  nawet nie minęły dwie minuty. 

 Justyna:   O której mamy to spotkanie z Igą?

Aśka:  Iga będzie o 12.  Jest dziś cały dzień na szkoleniu, ale mają prawie dwugodzinną przerwę i obiecała się wyrwać.

Justyna: to co robimy teraz?

Aśka: jedziemy na komendę. Trzeba  pozbierać wszystko, co mamy.

Justyna: zbyt wiele tego nie ma.

Aśka: niestety.  Ruszamy.

 Aśka odpaliła samochód  i skręciła w prawo, żeby mogła ruszyć w kierunku komendy.  Właśnie miała  zrobić kolejny zakręt, jednak skutecznie odwiodła ją od tego Justyna.

 Justyna: Aśka, zatrzymaj się. Tam ktoś leży!

Aśka: faktycznie.

 Policjantka znalazła wolne miejsce w pobliżu i razem z asystentką ruszyła  w kierunku bram  jednej z kamienic.  Leżała tam nieprzytomna  naga kobieta.  Wszystko wygląda na to, że jest ona trzecią ofiarą gwałciciela.

Aśka: sukinsyn zaatakował trzeci raz.    Dziewczyna żyje, dzwonię na pogotowie.

 Kobieta poszła wezwać karetkę, asystentka w tym czasie zaczęła przeszukiwać ofiarę.

                           20 minut później.

 Trwają oględziny miejsca zdarzenia.

 Aśka: Justynka,  ty  wzięłaś się za przeszukanie ofiary. Co mamy?

Justyna: ofiara to Aleksandra Krzesiwo,  urodzona  17 stycznia 1995r.  

Aśka:  30 lat.

Justyna: dokładnie. Rozmawiałam przez telefon z jej matką,  będzie ona  tu w ciągu godziny, musi tylko  wrócić z roboty.

Aśka: będziemy musiały z nią pogadać, nie ma wyboru. Mariusz, a co wy macie?

 Mariusz:  tym razem trochę szczęścia.  Nie ma wprawdzie co liczyć na materiał biologiczny sprawcy.  Znów zabrał wszystkie jej ubrania,  ale  jest coś innego.  Gwałt rozegrał się w zasięgu kamer kamienicy.  Trzeba będzie ściągnąć tylko administratora tego budynku.

Aśka: Justyna, podzielimy się. Ja wezmę na siebie rozmowę z matką ofiary, a ty  ogarniesz nam nagrania z gwałtu. Chyba, że wolisz  odwrotnie.

Justyna: wezmę na siebie nagrania.

Aśka: ok.

                             45 minut później.

Justyna przegląda zapis z kamer monitoringu kamienicy wraz z administratorem budynku  Leszkiem Majem.

Leszek: to kiedy doszło do zdarzenia?

Justyna: nie wiemy dokładnie.  Dziewczyna została znaleziona o 8:25.

Leszek: to przejadę  od 4:00 na przyspieszaczu. Jak coś pani zauważy, proszę mówić.

Mężczyzna puścił  zapis nagrania z kamery, który był odtwarzany na przyspieszaczu.  Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, jednak w pewnej chwili, kobieta zauważyła ofiarę.  Chwilę później została zaatakowana.

Justyna: proszę to zatrzymać i dać mi  zapis z tego nagrania.

Leszek: oczywiście.  Zaraz to pani zgram.

                            W tym samym czasie.

 Aśka rozmawia z  Matyldą Krzesiwo, matką trzeciej ofiary gwałtu.

Matylda:  wie pani, bo to różnie ludzie gadają, że tu jest gwałciciel, że zaatakował kilka dziewczyn. Proszę mi powiedzieć, czy moja Olcia jest jego ofiarą?

Aśka: wszystko na to wskazuje.

Aśka postanowiła nie zatajać tej informacji przed matką ofiary. Matylda była kompletnie rozbita, bardzo bliska płaczu. Policjantka nie chciała jej okłamywać.

Aśka: proszę tylko nikomu nic nie mówić. Jeszcze media o tym nie trąbią i chcemy to wykorzystać.

Matylda: oczywiście, nic nikomu nie powiem…

Aśka: czy  pani córka skarżyła się na coś w ostatnim czasie?  Że może być obserwowana?

Matylda:  nie miałyśmy żadnej takiej rozmowy.

Aśka: dobrze,  to już jest wszystko.  Proszę zostawić mi tylko numer kontaktowy do siebie.

Matylda: oczywiście.

Kobieta podyktowała Aśce swój numer telefonu. Policjantka postanowiła skończyć rozmowę już teraz, żeby nie pogłębiać stanu Matyldy.

12:00. Komisariat przy Kasztanowej. Aśka i Justyna poprosiły o spotkanie Igę Kaliszewską. Wraz z nią podsumowują dotychczasowe ustalenia w śledztwie.

Iga: cześć.  Wybaczcie, ale mam dziś niezły kocioł, mam  dla was godzinę. Co  się dzieje? Razem prowadzicie to śledztwo, dziewczyny? Gdzie jest Sebastian?

Aśka: Sebastian jest na rodzinnych wakacjach.  Chciał spędzić trochę więcej czasu ze swoją rodziną i pracuję z Justyną do jego powrotu.

Justyna:  Iga, mamy tym razem gwałciciela.  Aśka zaczęła śledztwo w piątkowy wieczór, ja dołączyłam następnego dnia. Do teraz zaatakował trzykrotnie.

Aśka:  sprawca nie zostawia po sobie żadnych śladów biologicznych,  zabiera ofiarom ubrania, brutalnie je okalecza.

 Justyna  szybko podłączyła projektor i przełączała slajdy, na których ukazywały się zdjęcia. Przy najlepszym kadrze zatrzymała pokaz slajdów. 

Aśka:  to jest  pierwsza ofiara gwałtu, Karolina Kwaśniewska, 22 lata. Sprawca zgwałcił ją, pobił i okaleczył na tyle brutalnie, że nie wiadomo, czy będzie mogła mieć dzieci. Podejrzewaliśmy o to wszystko jej byłego chłopaka, ale  wykluczyło go alibi, plus nagrania, które pozostawia po sobie gwałciciel. Dziewczyna rozmawiała ze swoim bratem na krótko przed napaścią i mówiła mu, że ma wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Dżasta, włącz  zgłoszenie pierwszego gwałtu.

 Asystentka wykonała polecenie. Po zakończeniu nagrania, Aśka kontynuowała wypowiedź, a  na ekranie pojawiło się zdjęcie  zabitej ofiary we własnym łóżku.

Aśka:  druga ofiara to Natalia Góralczyk, 33 lata. Znaleziona martwa we własnym łóżku. Została brutalnie pobita, zgwałcona, okaleczona, ale tym razem nie przeżyła ataku.  Sprawca zadał jej cios nożem w serce.  Wiemy, że się broniła.  Justynka, włącz  zgłoszenie.

 Kobieta włączyła wspomniane nagranie, które skończyło się po kilkunastu sekundach, po czym przełączyła  na fotografię trzeciej ofiary.

Aśka: a to jest nasza trzecia ofiara. Aleksandra Krzesiwo, 31 lat. Znalazłam ją dziś rano z Justyną w bramie jednej z kamienic.  Sposób działania dokładnie taki sam, jak przy pierwszej ofierze, aczkolwiek sprawca tym razem dokonał gwałtu w zasięgu kamer.  Justyna.

 Justyna włączyła od razu nagranie ze zdarzenia.

Iga:  macie jakichś podejrzanych?

Justyna: podejrzewałyśmy  Klaudiusza Rybackiego, ale praktycznie sam się wykluczył. Wciąż pozostaje otwarty wątek długowłosego mężczyzny, który pytał w barze Travis o naszą pierwszą ofiarę. Wiemy tylko, że był wysoki, ale nie możemy na niego natrafić. Pojawia się on tylko na jednym nagraniu, dalej nie ma po nim żadnego śladu.

Iga:  sprawca jest wprawdzie zamaskowany, ale nie widać aby miał długie włosy. Pamiętajcie też, że mógł je specjalnie spiąć.

Aśka: dokładnie tak.  Na razie to utknęłyśmy i nie mamy jak ruszyć dalej.

Iga:  po tym wszystkim, co zobaczyłam, mogę stwierdzić, że  sprawcą jest mężczyzna, co potwierdzają wszystkie nagrania. Co ważne, zabiera on ubrania swoim ofiarom, bo chce je maksymalnie upokorzyć, pokazać swoją dominację, że stoi wręcz nad nimi.

Justyna: czyli co? Mężczyzna, który nienawidzi kobiet?

Iga: właśnie.  Obejrzałam sobie wszystkie zdjęcia, które mi pokazałyście. Aśka, Justyna, wy macie do czynienia z seryjnym gwałcicielem. Dla niego nie jest istotny  wygląd ofiary.   On się nie skupia na  blondynkach, czy brunetkach.   Pierwsza ofiara była blondynką, druga brunetką, trzecia zaś znów blondynka. Nie doszukiwałabym się tutaj powiązań. Dla niego  to nie ma znaczenia.  Tutaj każda młoda kobieta może być potencjalnym celem. Niepokoi mnie tylko to, że jest bardzo zuchwały, a co więcej atakuje praktycznie codziennie.  Nie macie dużo czasu. On nie ma zamiaru przestać. Dopóki go nie złapiecie, będzie szukał kolejnych ofiar, on je bardzo szybko znajduje, a ich ubrania stanowią dla niego swoiste ‘’trofeum’’. 

Aśka:  czyli podsumowując to wszystko, mamy mężczyznę, który nienawidzi kobiet i znalezienie dla niego kolejnej ofiary  to dosłownie żaden problem.

Iga: w dużym skrócie, tak. On też  chce  rozgłosu. Stąd te wszystkie telefony na numer alarmowy.

Aśka: gwałt to przestępstwo ścigane  z urzędu i on musi doskonale o tym wiedzieć.

Iga: oczywiście.   Muszę już wracać na szkolenie. Mam nadzieję, że chociaż trochę ruszyłam was z miejsca.

Justyna: bardzo nam pomogłaś.  Dzięki.

                                 Dwie godziny później.

Komisariat przy Kasztanowej.

Justyna:  coś mi nie daje spokoju w tej sprawie.

Aśka: co takiego?  Sprawdziłyśmy wszystkie możliwe tropy na ten moment. Klaudiusz Rybacki został wykluczony,  nie możemy dotrzeć do tego długowłosego mężczyzny.  Nie ruszymy z niczym.

Justyna: cały czas słucham  nagrań, przeglądam nagranie z  kamer kamienicy.

Aśka: i natrafiłaś na coś?

Justyna: właśnie nie.  Mam wrażenie, że coś nam umyka. Tylko tak naprawdę nie mamy wielu rzeczy,  których możemy się uczepić.    Jest nagrany głos gwałciciela,  ale to zaledwie kilkusekundowe próbki, w których nie ma nic szczególnego w tle. Jest nagranie z monitoringu, którego jakość też szczególnie nie powala. No i chciałabym podłubać…

Aśka: póki co, to nie mamy jak ruszyć. Działaj.

W tej samej chwili do ich biura wszedł Tomek.

 Tomek: Aśka,  przyszła pani, która chce zgłosić gwałt.

Aśka: Justynka, posiedź przy nagraniach, ja porozmawiam z panią. Zaprowadź ją do pokoju przesłuchań.

                                     10 minut później.

Aśka  rozmawia z kobietą, która przyszła zgłosić gwałt.

Aśka:  to  może zaczniemy od początku. Ja  nazywam się Joanna Czechowska.  Proszę podać mi   imię, nazwisko i wiek.

Magdalena: Magdalena Brzegowska,  mam  21 lat.

Aśka:  kolega mówił, że chciała pani zgłosić gwałt. Kiedy miał on miejsce?

Magdalena:  to było cztery miesiące temu, dokładnie 12  marca. 

Aśka: nie zgłosiła pani tego wcześniej?

Magdalena: byłam  na  jakimś posterunku, zgłoszenie przyjmował jakiś gburowaty policjant. Po tym, jak stwierdził, że sama jestem sobie winna, to się wycofałam. Ale  usłyszałam, że  dziś została zgwałcona kobieta, to od razu przyszłam, ale już do innej komendy, żebym nie trafiła na tamtego gnoja…

Aśka: opowie mi pani, co się  dokładnie stało? Mamy dużo czasu, nie musimy się spieszyć.

Magdalena: szłam z uczelni i otworzyłam drzwi do swojego mieszkania…

Aśka:  spokojnie, proszę mówić dalej.

Magdalena  szybko otarła łzy i kontynuowała opowieść.

Magdalena:  weszłam do salonu i poczułam uderzenie w głowę.  Zanim straciłam przytomność. Ocknęłam się po paru minutach.  Zdązył mnie tylko związać….

                           W tym samym czasie.

  Biuro komisarzy.

 Justyna cały czas  siedziała przy plikach audio zgłoszeń   dwóch gwałtów. Nie potrafiła jednak nic wyłapać szczególnego.  Obejrzała już po raz któryś  nagranie gwałtu na  Aleksandrze Krzesiwo, ale ono także nie dostarczyło kobiecie  nowych odpowiedzi. Próbowała skupić się na sprawcy,  obserwowała jego ubiór, wykonywane ruchy, gesty. Wciąż jednak  stała z Aśką w miejscu ze śledztwem.  Odłożyła wszystkie pliki na bok i postanowiła jeszcze raz   zobaczyć zapis z kamer z baru Travis.  Nadal pozostawał otwarty wątek długowłosego mężczyzny, który wypytywał Dariusza Reszkowskiego o Karolinę Kwaśniewską.   Postanowiła spojrzeć na  zawartość  zupełnie inaczej. Od strony technicznej i tym razem się nie pomyliła.

 Justyna: cholera,  przecież gadał zupełnie inaczej!

Kobieta wyciągnęła telefon  i wybrała numer Aśki, ale ona miała wyłączone dźwięki i  nie odbierała.   Powtórzyła próbę połączenia, ona także skończyła się niepowodzeniem.  Asystentka  postanowiła napisać  do niej wiadomość SMS. Pewnym krokiem wyszła z biura i ruszyła w kierunku swojego samochodu.

                              W tym samym czasie.

Pokój przesłuchań.

Aśka:  to mówi pani, że  gwałciciel panią związał. Co było dalej?

Magdalena:  dalej ściągnął spodnie i  zostałam zgwałcona.  Potem bił mnie, bardzo długo, aż straciłam przytomność. Jakiś czas później znalazła mnie moja mama.  Byłam naga, bez ubrań.

Aśka:   i pojechały panie do szpitala. A w szpitalu nie zawiadomili policji?

Magdalena:  nie było żadnego szpitala. Pojechałyśmy do naszej znajomej lekarki, która  mnie zbadała, zrobiła też obdukcję.   Pani Maria chciała wysłać mnie do szpitala, ale się nie zgodziłam.

Aśka: a jest pani w stanie  powiedzieć mi, kim był ten gwałciciel?

Magdalena: tak. To był Mateusz Monkiewicz. Właściciel baru Travis, w którym pracowałam.

14:40.  Bar Travis.

Mateusz: dzień dobry pani Justyno.  Co się dzieje?

Justyna:  dzień dobry. Dostałam wczoraj od was   zapis z kamer i jest tam pewna nieścisłość. Chciałabym ją wyjaśnić.

Mateusz: oczywiście.

 Justyna Woronecka nie była świadoma  zeznań Magdaleny Brzegowskiej.  Ruszyła w  kierunku kuchni, a za nią szedł  właściciel baru.  Nim zdążyła otworzyć drzwi, poczuła silne uderzenie w tył głowy. Straciła przytomność.  Mateusz zorientował się, że kobieta odkryła jego kłamstwa.  Czym prędzej zamknął bar, po czym  pobiegł do wspomnianego na początku pomieszczenia. Wyciągnął ostrożnie pistolet z jej kabury i postawił na  stoliku, który znajdował się obok drzwi, po czym wziął  Justynę na ręce i ułożył nieprzytomną kobietę na blacie, który był całkiem spory. Wcześniej ściągnął jej bluzkę.  Znalazł też w jednej z kieszeni kajdanki. Pamiętał, że była ona praworęczna, więc skuł jej prawą dłoń, drugie oczko kajdanek przypiął do najbliższej rury.

W tym czasie  Aśka skończyła rozmowę z  Magdaleną i spojrzała na swój telefon. Znalazła tam dwa nieodebrane połączenia od Justyny i wiadomość o treści : ‘’Jadę do Monkiewicza,  gość nas okłamał’’. Joanna wybrała numer do asystentki. Pierwsze dwie próby okazały się nieskuteczne. Trzecia także. Wiedziała już, co to oznacza. Zaklęła w duchu i ruszyła w kierunku baru Travis.

 Aśka: Justyna, odbierz do cholery ten telefon!

Policjantka wiedziała, że  w takim tempie będzie  na miejscu za kilkanaście minut.  Postanowiła  nie czekać na nic i włączyła od razu "koguta".

                                         W tym samym czasie

Monkiewicz  cały czas rozbierał Justynę. Oprócz bluzki zdążył już zdjąć jej buty, spodnie, skarpety, rozciął nożyczkami jej stanik.  Miał właśnie zrobić to samo z majtkami, jednak zobaczył, że  kobieta odzyskała przytomność.

Mateusz: obudziłaś się, jak miło. Zaraz najlepsza część  spotkania…

 Justyna: zostaw mnie!

Mateusz: zamknij się!

 Wypowiadając te słowa, uderzył ją z całej siły w twarz. Kobiecie poleciało trochę krwi z nosa.

Mateusz: golusieńka i tak nic mi nie zrobisz.

Justyna dopiero teraz zorientowała się, że skuł ją kajdankami. Zdała sobie sprawę, że jest w beznadziejnej sytuacji. Lokal położony był na uboczu,  więc prawdopodobieństwo, że ktoś ją usłyszy, było naprawdę niskie. Do tego nie miała przy sobie telefonu, a jej broń znajdowała się  za daleko od niej.  Mimowolnie poleciały jej łzy z oczu. Była pewna, że lada chwila zostanie zgwałcona.  Monkiewicz kontynuował działanie. Chwycił za nożyczki  i  rozciął jej majtki, po czym je rozdarł.  Justyna  czuła, że jest całkowicie bezbronna.  Każdy plan, który pojawiał się w jej głowie, był praktycznie z góry skazany na niepowodzenie. Do  tego sama została kiedyś zgwałcona. Pomagała w jednym ze śledztw, które prowadzili Ania i Rafał. To miała być prosta prowokacja. Plan jednak  zaczął się sypać i asystentka wpadła w ręce zabójcy, który szybko ją zgwałcił. Wszystkie wspomnienia z tamtego wydarzenia powróciły. Już  nie była w stanie uspokoić płaczu.  Zdecydowała się pozwolić płynąć łzom.

Justyna: dlaczego to robisz?

Mateusz: żadna z was nie chciała się ze mną umówić, to postanowiłem, że was ukarzę. Wszystkie.   Myślicie, że jesteście lepsze, a tak naprawdę  to macie siano w głowach, w głowach  pstro. Jak ty  w ogóle doszłaś do tego, że to nagranie to lipa?

 Justyna:  normalnie. To był bardzo dobrze zrobiony deepfake.  Dokleiłeś  tam twarz jakiegoś kolesia. Wcale nie było długowłosego mężczyzny, który pytał o Karolinę.

Mateusz: miałem pecha. Darek mnie przyłapał jak majstrowałem przy nagraniu. Kazałem mu mówić, że  długowłosy mężczyzna  pytał o Karolinę.  W przeciwnym razie straci pracę, a Miśkę może spotkać coś złego. Ale dobra, dosyć gadania.

 Monkiewicz rozpiął  swoje spodnie i  zdjął je. Ściągnął też swoją bieliznę. Wszedł też na blat i bez problemu rozchylił Justynie uda.  Właśnie miał ‘’przystąpić’ do działania, jednak  los nie był za nim. W pomieszczeniu rozległy się  dwa strzały.   Monkiewicz spadł na podłogę i nie dawał żadnych oznak życia. Okazało się, że strzelcem był  Dariusz Reszkowski. Czym prędzej podbiegł do Justyny i bardzo mocno ją przytulił. Kobieta cały czas płakała.

 Dariusz: nic  ci nie zrobił?

Justyna:  było bardzo blisko.  Przeszukaj go, gdzieś ma klucz  do tych kajdanek.

Mężczyzna obrócił Monkiewicza na plecy i zaczął przeszukiwać jego kieszenie. W jednej z nich znalazł wspomniany kluczyk. Od razu rozkuł  Justynę i pomógł jej zejść z blatu. Zdecydowana większość jej ubrań nadawała się już tylko na śmietnik.  Darek  podał jej od razu zapasowe  spodnie, które trzymał  w jednej z szaf, a także bluzkę kobiety.

Justyna: jak ty się tu znalazłeś?

 Dariusz: pomyliłem się w grafiku. Byłem przekonany, że dziś pracuję.

 W  tej samej chwili do pomieszczenia weszła Aśka i wycelowała broń w mężczyznę.

Aśka: odsuń się od niej!

 Darek wykonał polecenie  i  zrozumiał, że cały czas trzymał pistolet w ręku.  Odłożył ją  na blat.

Aśka: teraz pod….

Justyna: Aśka,  on mnie uratował. Spokojnie.

Aśka: nic ci nie jest?

Justyna: tylko dzięki Darkowi nie zostałam zgwałcona…

Dariusz: ja zabiłem człowieka… co ze mną będzie?

 Aśka:  zauważyłam, że Monkiewicz zdążył wcześniej zniszczyć kamerę. Wykorzystamy te okoliczności.  Ciebie tutaj, Darek, w ogóle nie było.  Zaraz  wezmę pistolet Justyny  i usunę z niego twoje odciski palców.

Justyna: nie poniesiesz także konsekwencji za  składanie fałszywych zeznań. Wiem, że to Monkiewicz cię do wszystkiego zmusił.

Aśka: Justyna, jak ty wpadłaś na trop Monkiewicza?

Justyna:  przejrzałam jeszcze raz zapis z kamer z baru Travis. Ten długowłosy mężczyzna był doklejony. To był bardzo dobrze zrobiony deepfake, wcale nie taki prosty do wykrycia. Monkiewicz kazał Darkowi kłamać, groził mu utratą pracy i że zrobi krzywdę Michalinie.

Aśka:  Darek, teraz muszę zadzwonić po techników.  Nie zostawiłeś nigdzie swoich śladów?

Dariusz: dotknąłem blat, kajdanki i  tamtą szafę.

 Wskazał na mebel w rogu.

Aśka: usuniemy twoje ślady.  Wieczorem idziesz z nami na piwo, teraz stąd uciekaj.

Dariusz: ale…

Aśka: zrobimy tak, jak się umawialiśmy. Ciebie tu w ogóle nie było.

 

Zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa.